Panel Usera

Zaloguj się

Tabela ligowa

Serie A

P.KlubM. Pkt.+ / -
1.Fiorentina000 - 0
2.Inter000 - 0
3.Torino000 - 0
4.Milan000 - 0
5.Napoli000 - 0
6.Roma000 - 0
7.Parma 000 - 0

Strzelcy Parmy

ZawodnikBramki

Wyniki Serie A

1 kolejka
Atalanta ? - ? Sassuolo
Bologna ? - ? Lazio
Frosinone ? - ? Juventus
Parma ? - ? Cagliari
Genoa ? - ? Napoli
Inter ? - ? Monza
Roma ? - ? Fiorentina
Torino ? - ? Milan
Udinese ? - ? Como
Venezia ? - ? Lecce

Zawodnik meczu

7.5

Mateo Pellegrino

vs Sassuolo

90

rozegrane
minuty

1

zdobyte
bramki

0

zaliczone
asysty

Kontuzje

Matija Frigan

Uraz łąkotki

Powrót: sezon 26/27

Benjamin Cremaschi

Uraz łąkotki

Powrót: sezon 26/27

Adrian Bernabe

Uraz pachwiny

Powrót: sezon 26/27

Jacob Ondrejka

Uraz kości strzałkowej

Powrót: sezon 26/27

Nesta Elphege

Uraz mięśnia zginacza

Powrót: sezon 26/27



Partnerzy

Letters in Space - Edukacyjna Kolorowanka

Aktualności

To nie będzie ewolucja...

news image
© parmacalcio1913.com

Przed Parmą ostatni tydzień letnich przygotowań do sezonu 2026/2027. W pre-campionato do rozegrania pozostał już tylko sparing z Sampdorią. Po obejrzeniu dwóch rozegranych w krótkim odstępie czasu meczów kontrolnych z Arezzo i Iraklisem można już pokusić się o podsumowanie obecnego stanu zespołu Carlosa Cuesty.

Na wstępie zaznaczę, że wszystko, co przeczytacie poniżej, jest wyłącznie moją opinią i zbiorem wniosków wyciągniętych po obejrzeniu obu spotkań. To hipotezy, które postaram się możliwie najlepiej uzasadnić.

Zacznijmy od ogółu. Przed startem letnich przygotowań zarówno Federico Cherubini, jak i Carlos Cuesta przekonywali, że Parma zamierza budować na fundamentach poprzedniego sezonu, jednocześnie stając się zespołem bardziej ofensywnym i proaktywnym. Ta narracja obowiązuje do dziś. Problem w tym, że na boisku nie znajduje absolutnie żadnego potwierdzenia.

Jedyną dostrzegalną zmianą jest przejście z ustawienia 5-3-2 na 4-3-3, które momentami przechodzi w 4-2-3-1. Bazując zarówno na tym, co zobaczyłem w meczach z Arezzo i Iraklisem, jak i na relacjach z wcześniejszych sparingów, których nie transmitowano, mogę pokusić się o jeden wniosek - na razie jest to wyłącznie kosmetyka. Zmiana, która dobrze wygląda na grafice z wyjściowym składem, ale praktycznie niczego nie wnosi do samego sposobu gry.

Pomijając trzy czy cztery pojedyncze przebłyski, o których jeszcze będzie mowa, oglądamy dokładnie tę samą Parmę, którą oglądaliśmy przez cały poprzedni sezon. Drużynę skoncentrowaną niemal wyłącznie na defensywie, pozbawioną jakości w ataku, schematów rozegrania i jakiegokolwiek pomysłu na kreowanie sytuacji. Owszem, zarówno przeciwko Arezzo, jak i Iraklisowi Crociati potrafili momentami dłużej utrzymywać się przy piłce. Problem w tym, że było to posiadanie całkowicie jałowe. Wymiana podań wszerz boiska, bez zdobywania przestrzeni, bez zmiany tempa, bez prób rozciągnięcia rywala czy choćby minimalnego elementu zaskoczenia. Piłka krążyła, ale nie wynikało z tego absolutnie nic.

W zespole Cuesty nadal funkcjonuje właściwie tylko jeden ofensywny "pomysł" - jeśli w ogóle można nazwać go pomysłem. Długa piłka w kierunku Pellegrino i nadzieja, że Argentyńczyk poradzi sobie z podwójnym kryciem, utrzyma futbolówkę i sam coś wymyśli. To właściwie jedyny mechanizm, który da się dostrzec.

Jedyna różnica względem poprzedniego sezonu polega na tym, że jeśli Pellegrino zdoła utrzymać się przy piłce, nie odgrywa jej już do wahadłowego Valeriego, lecz szuka skrzydłowych. W meczu z Arezzo najczęściej korzystał na tym Almqvist, przeciwko Iraklisowi Lontani. I na tym praktycznie kończą się różnice względem poprzednich rozgrywek. Nie widać tu ani jakości, ani szerszego zamysłu, ani wypracowanych schematów. Dokładnie tak samo wygląda kwestia kontrataków.

Przypomnijmy, że Parma przez cały poprzedni sezon, mimo gry opartej na niskiej obronie i czekaniu na błędy rywala, nie zdobyła ani jednej bramki po klasycznym kontrataku. Samo w sobie było to już piłkarską anomalią. Drużyna tak dobrze zorganizowana w defensywie wręcz powinna bazować na szybkich przejściach do ataku. Tymczasem nic nie wskazuje na to, aby w tej kwestii cokolwiek się zmieniło.

Podczas obu sparingów naliczyłem jedenaście sytuacji, które można było zakwalifikować jako potencjalne kontrataki - siedem przeciwko Arezzo i cztery z Iraklisem. W zdecydowanej większości przypadków o wszystkim decydował jednak przypadek. Po odbiorze piłki zawodnicy ruszali do przodu całkowicie nieskoordynowanie, każdy w swoim kierunku, a futbolówka była zagrywana na oślep. Nie widać żadnego wypracowanego automatyzmu. A jeśli taki rzeczywiście jest ćwiczony na treningach, to sposób jego wykonywania woła o pomstę do nieba.

Jest tu jeden wyjątek, który warto odnotować. W końcówce meczu z Iraklisem szybki atak Parmy zakończył się bramką. Kouda błyskawicznie odzyskał piłkę, znakomitym podaniem uruchomił Mikołajewskiego, a ten wygrał pojedynek sam na sam z bramkarzem. Nie nazwałbym jednak tej akcji efektem systemowego grania. Był to raczej pojedynczy przebłysk i efekt indywidualnej jakości dwóch zawodników, z których przynajmniej jeden najprawdopodobniej i tak nie będzie odgrywał większej roli w pierwszym zespole podczas sezonu. To bardziej wyjątek potwierdzający regułę niż dowód na jakikolwiek postęp.

To może stałe fragmenty gry? W poprzednim sezonie był to jeden z największych atutów Parmy. W pre-campionato nie ma po nim praktycznie żadnego śladu. Zarówno przeciwko Arezzo, jak i Iraklisowi Crociati nie potrafili stworzyć najmniejszego zagrożenia ani po rzutach rożnych, ani po stałych fragmentach wykonywanych z bocznych sektorów boiska. Co więcej, dośrodkowania bardzo często nie były nawet w stanie minąć pierwszego zawodnika. Paradoksalnie większe zagrożenie po stałych fragmentach Parmy wynikało dla... samej Parmy. Po nieudanych wrzutkach rywale regularnie wyprowadzali kontry, podczas gdy bramka przeciwnika pozostawała praktycznie niezagrożona.

To wszystko prowadzi do jednego wniosku. Parma nadal jest drużyną niezwykle surową i pozbawioną jakości w ofensywie. Wszystkie akcje, po których Crociati realnie zagrozili bramce Arezzo i Iraklisu, można policzyć na palcach obu dłoni. Na tę listę składają się dwa gole autorstwa Koudy i Mikołajewskiego, dwie sytuacje Frigana w meczu z Arezzo - jedna zakończona skuteczną interwencją bramkarza, druga strzałem w słupek - oraz uderzenie z dystansu Lontaniego. I właściwie tyle. Tak wygląda cały ofensywny dorobek zespołu Cuesty po 180 minutach sparingów.

Najbardziej irytujące nie jest jednak nawet to, że Parma praktycznie nie tworzy sytuacji bramkowych. To oczywiście problem sam w sobie, ale jeszcze większym problemem jest całkowity brak oznak postępu. Nie widać prób wdrażania nowych rozwiązań, testowania innych mechanizmów czy szukania alternatywnych sposobów gry. Cuesta prowadzi ten zespół od ponad roku. W tym czasie odbył setki treningów, poprowadził trzynaście spotkań sparingowych - zarówno latem, jak i podczas przerw reprezentacyjnych - a do tego miał do dyspozycji końcówkę poprzedniego sezonu, gdy Parma praktycznie o nic już nie grała. Trudno wyobrazić sobie lepszy moment na eksperymentowanie i szlifowanie nowych rozwiązań. I co? I nic. W ofensywie ten zespół stoi dokładnie w tym samym miejscu, w którym stał dwanaście miesięcy temu. Liczenie na to, że nagle, na tydzień przed startem sezonu, wszystko zacznie funkcjonować dzięki jednemu czy dwóm transferom, jest zwyczajnym naiwniactwem.

Czy oznacza to, że w tej drużynie nie działa absolutnie nic?Nie. Na pochwałę w dalszym ciągu zasługuje organizacja gry w defensywie. Zarówno przeciwko Arezzo, jak i Iraklisowi Parma broniła naprawdę solidnie, nawet jeśli ostatecznie w obu spotkaniach straciła po jednej bramce. Oczywiście przejście na ustawienie z czwórką obrońców może uwypuklić mankamenty niektórych zawodników. Dotyczy to przede wszystkim Britschgiego i Valeriego, którzy w systemie z trójką stoperów mieli znacznie lepsze zabezpieczenie ze strony partnerów. W meczu z Iraklisem było to zresztą momentami wyraźnie widoczne, zwłaszcza w przypadku Szwajcara. To jednak jedynie dygresja. Patrząc całościowo, defensywa - o ile oczywiście nie dojdzie do jej gruntownego przemeblowania pod koniec mercato - ponownie powinna być najmocniejszą stroną Parmy.

Drugim elementem, który rzeczywiście zasługuje na uznanie, jest pressing. Zwłaszcza pierwsze trzydzieści minut meczu z Arezzo było pod tym względem naprawdę obiecujące. Współpraca Del Prato, Koudy i Almqvista po prawej stronie funkcjonowała bardzo dobrze, a właśnie po skutecznym pressingu Parma zdobyła swoją pierwszą bramkę. Również końcówka spotkania z Iraklisem wyglądała pod tym względem przyzwoicie. Pressing ponownie funkcjonował poprawnie, choć tym razem nie przełożył się już na konkretne sytuacje pod bramką rywala.

Pozytywnie należy ocenić również postawę kilku zawodników. Bardzo dobrze podczas pre-campionato prezentuje się Carboni. Zmiana ustawienia na czwórkę obrońców wyraźnie mu służy i na dziś - choć jeszcze kilka miesięcy temu trudno byłoby w to uwierzyć - sprawia wrażenie pewniejszej opcji niż Valeri. Duże wrażenie robi również Kouda. Pod względem technicznym wyraźnie wyróżnia się na tle takich zawodników jak Keita, Ordonez czy Sorensen, wnosząc do środka pola odrobinę kreatywności, której tej drużynie dramatycznie brakuje. W mojej opinii to jak dotąd najlepszy piłkarz Parmy podczas letnich przygotowań. Jeśli klub rzeczywiście zdecyduje się go sprzedać jeszcze tego lata, będzie to bardzo trudna do zrozumienia decyzja. Na wyróżnienie zasługują także Almqvist, Lontani i Konate. Obok Carboniego i Koudy byli jednymi z nielicznych zawodników, którzy podczas sparingów z Arezzo i Iraklisem regularnie dawali tej drużynie cokolwiek ponad bezpieczne odegranie piłki do najbliższego partnera.

Na koniec zostawiłem sobie dwa przemyślenia dotyczące absurdów taktycznych serwowanych przez Cuestę. Pierwszym jest jego uporczywa próba redefiniowania zawodników. Hiszpan najwyraźniej wychodzi z założenia, że jeśli wystarczająco długo będzie wystawiał piłkarza na pozycji, do której ten nie ma żadnych predyspozycji, to w końcu wydarzy się cud i zacznie on na niej grać dobrze. W poprzednim sezonie najlepszym przykładem był Mandela Keita. Cuesta uparcie ustawiał go w roli registy, czyli zawodnika odpowiedzialnego za organizację gry i konstruowanie ataków. Problem w tym, że Belg nigdy nie był i prawdopodobnie nigdy nie będzie piłkarzem o takim profilu. Keita ma mnóstwo atutów. Świetnie odbiera piłkę, znakomicie czyta grę, wygrywa pojedynki fizyczne i wykonuje ogrom pracy bez futbolówki. Jednocześnie operowanie piłką pod presją, kreowanie gry czy rozgrywanie z głębi pola zwyczajnie nie należą do jego mocnych stron. Mimo to Cuesta przez wiele miesięcy próbował zrobić z niego głównego architekta ataków Parmy. Efekt był dokładnie taki, jak można było przewidzieć. Pozostaje mieć nadzieję, że w nowym sezonie rolę tę przejmą zawodnicy rzeczywiście stworzeni do rozgrywania, jak chociażby Nicolussi Caviglia.

Wygląda jednak na to, że Hiszpan znalazł sobie nowy eksperyment. Tym razem padło na Sorensena. W meczach z Arezzo i Iraklisem Duńczyk występował odpowiednio jako skrzydłowy i cofnięty napastnik. Już samo przeczytanie tego brzmi absurdalnie. Każdy, kto obejrzał choć jeden mecz Parmy, doskonale wie, że w obecnej kadrze trudno znaleźć zawodnika o mniejszych predyspozycjach do gry w ofensywie. Sorensen jest piłkarzem niezwykle pracowitym i zaangażowanym, ale jednocześnie bardzo surowym technicznie. Nie imponuje szybkością, dryblingiem, zwrotnością ani ciągiem na bramkę. Krótko mówiąc, posiada niemal wszystkie cechy przydatne defensywnemu pomocnikowi i niemal żadnej z tych, których oczekuje się od skrzydłowego. Tymczasem przeciwko Arezzo Cuesta wystawił go na skrzydle, podczas gdy nominalny skrzydłowy Lontani biegał po środku pola. Kilka dni później, w meczu z Iraklisem, Sorensen został ustawiony tuż za plecami Pellegrino. Efekt? Dokładnie taki, jakiego należało się spodziewać. Sorensen kompletnie sobie na tych pozycjach nie poradził. I trudno mieć do niego jakiekolwiek pretensje. To nie on wymyślił, że nagle stanie się piłkarzem ofensywnym. Próbując znaleźć w tym eksperymencie choć odrobinę logiki, jestem w stanie wskazać tylko jeden argument. Sorensen dzięki swojej wydolności i intensywności może być przydatny przy zakładaniu pressingu. Problem polega na tym, że jest to jedyny plus, który przychodzi mi do głowy. W zestawieniu z całą listą minusów zwyczajnie nie jest to gra warta świeczki.

Drugim konceptem, który doprowadza mnie do szału, jest uporczywa próba rozgrywania piłki od własnej bramki. Jak już wcześniej wspomniałem, Parma nie jest zespołem opierającym swoją grę na ataku pozycyjnym. Nie ma odpowiednich schematów, nie ma wysokiej kultury operowania piłką i nie posiada zawodników, którzy potrafiliby regularnie wychodzić spod wysokiego pressingu. Mimo to zarówno przez cały poprzedni sezon, jak i podczas letnich sparingów, Cuesta z uporem godnym lepszej sprawy forsuje dokładnie ten sam mechanizm. Każde wznowienie gry rozpoczyna się od krótkiego rozegrania. Bramkarz podaje do stopera, stoper do defensywnego pomocnika, ten odgrywa z powrotem, rywale podchodzą wyżej, Parma wpada we własne sidła, a cała akcja kończy się panicznym wybiciem piłki gdzieś w okolice Pellegrino. I tutaj pojawia się zasadnicze pytanie. Po co? Skoro i tak końcowym efektem jest długa piłka na napastnika, to jaki sens ma wcześniejsze wymienienie kilku podań, które nie służą absolutnie niczemu poza zaproszeniem rywala do pressingu? Jedynym realnym efektem tej sekwencji jest to, że Parma traci kilkadziesiąt sekund i niepotrzebnie podnosi ryzyko katastrofalnej straty pod własnym polem karnym.

Owszem, dla kronikarskiego obowiązku trzeba odnotować, że przeciwko Iraklisowi dwa razy udało się w ten sposób wyjść spod pressingu naprawdę estetycznie. Problem w tym, że nie przyniosło to absolutnie żadnych korzyści w ofensywie. Za to jedna z takich prób zakończyła się fatalną stratą, po której rywale powinni byli zdobyć bramkę. Gdyby wykazali się większą skutecznością, cały ten eksperyment skończyłby się kompromitacją. Z mojej perspektywy jest to klasyczna sztuka dla sztuki. Próba grania w sposób, do którego ten zespół zwyczajnie nie ma odpowiednich narzędzi. Parma może nauczyć się wielu rzeczy, ale trudno uwierzyć, że nagle stanie się drużyną swobodnie operującą piłką pod wysokim pressingiem. Po ponad roku pracy po prostu nie ma na to żadnych przesłanek.

Podsumowując. Mimo że przed startem poprzedniego sezonu sromotnie pomyliłem się w kwestii tego, jak pod względem punktowym będzie wyglądała Parma (zakładałem, że będzie oscylować w okolicach strefy spadkowej), to moje przewidywania dotyczące samej gry oraz jej jakości, oparte na letnich meczach kontrolnych w 2025 roku, okazały się w stu procentach trafne. Dlatego i tym razem pokuszę się o prognozę w tej materii.

Uważam, że oczekiwanie bardziej ofensywnej i atrakcyjniejszej dla oka gry ze strony Parmy jest raczej mrzonką. Biorąc pod uwagę to, co dzieje się w klubie, sposób, w jaki przebiega proces budowy i rozwoju zespołu, przeprowadzane transfery oraz efekty pracy treningowej widoczne podczas sparingów, wydaje mi się, że w kampanii 2026/2027 będziemy oglądać w dużej mierze tę samą drużynę - funkcjonującą w innym ustawieniu taktycznym, inaczej rozpisaną na grafice telewizyjnej, być może nieco bardziej chaotyczną, ale w swojej istocie bardzo podobną.

 

Łukasz Baron

 

 







Komentarze (0)






Tylko zalogowani użytkownicy mogą pisać komentarze








Czy wiesz, że...

W sezonie 88/89 tytuł najlepszego strzelca Parmy przypadł w udziale Lorenzo Minottiemu, który w rozgrywkach Serie B zdobył 7 bramek. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że Minotti występował wówczas na środku obrony.

Rozgrywki ligowe w sezonie 1942/1943, aż 5 piłkarzy Parmy zakończyło mając na swoim koncie dwucyfrową liczbę zdobytych bramek. Tej sztuki dokonali Enzo Melandri (10), Giuseppe Ferrari (11), Angelo Gardini (16), Mario Bocchi (20) oraz Luciano Degara (32).

Zdjęcie tygodnia

Parma ma za sobą pierwszy, letni sparing. W Collecchio, podopieczni Carlosa Cuesty pokonali Primaverę 4:0.

Video tygodnia

Parma 1:1 Iraklis: Skrót

  • ASRoma.pl
  • Parma Fans Worldwide
  • Siena.com.pl
  • Flamengo
  • LeedsUtd.pl - Strona o Leeds United
  • FC-Porto.pl
  • Shoutbox