Zaloguj się
Serie A
| P. | Klub | M. | Pkt. | + / - | |
| 1. | Roma | 1 | 3 | 4 - 0 | |
| 2. | Inter | 1 | 3 | 4 - 1 | |
| 3. | Napoli | 1 | 3 | 2 - 0 | |
| 4. | Lecce | 1 | 3 | 2 - 0 | |
| 5. | Atalanta | 1 | 3 | 2 - 1 | |
| 6. | Cagliari | 1 | 3 | 1 - 0 | |
| 13. | Parma | 1 | 0 | 0 - 1 |
| Zawodnik | Bramki |
| 1 kolejka | ||||
|---|---|---|---|---|
| Atalanta | 2 - 1 | Sassuolo | ||
| Bologna | 0 - 1 | Lazio | ||
| Frosinone | 0 - 1 | Juventus | ||
| Parma | 0 - 1 | Cagliari | ||
| Genoa | 0 - 2 | Napoli | ||
| Inter | 4 - 1 | Monza | ||
| Roma | 4 - 0 | Fiorentina | ||
| Torino | 1 - 2 | Milan | ||
| Udinese | 1 - 1 | Como | ||
| Venezia | 0 - 2 | Lecce | ||
vs Cagliari
75
rozegrane0
zdobyte0
zaliczoneUraz mięśnia dwugłowego
Powrót: 8 kolejka
Gianluigi Buffon marzył o tym, żeby grać w Milanie z Marco van Bastenem i Ruudem Gullitem. Na początku lat 90. "Gigi", po rozegraniu kilku meczów w amatorskich rozgrywkach na prowincji, został zauważony przez skautów Parmy i zaproszony na testy ekipy do Gialloblu. Trafił też na listę piłkarzy, którymi interesowali się Rossoneri, ale Włoch ostatecznie wybrał Parmę i dużą rolę w podjętej przez niego decyzji odegrał ojciec, o czym wspomniał w swojej autobiografii "Sztuka upadania":
„Piłka nożna jest jednym z owoców ludzkości i tak jak wszystkie inne gry na świecie, narodziła się po to, by utrzymać ciało w ruchu i angażować mózg, a ponadto pomaga poznawać ludzi. W sportach drużynowych prędko uczysz się przebywania z innymi i czym jest prawdziwa solidarność. W tym aspekcie wiele wpoił mi mistrz futbolu Renzo Ulivieri, który był moim trenerem kilka lat później.
Nie zagrzałem długo miejsca w Bonascoli - miałem 13 lat i zamiast grać z młodzikami, zostałem przesunięty do zespołu juniorów, chłopaków starszych ode mnie o dwa lata. Tym samym w soboty często grałem z rówieśnikami z rocznika 1978, zaś w niedziele z tymi z 1976. I choć rywalizowaliśmy w amatorskich rozgrywkach na prowincji, moje występy zostały zauważone przez obserwatorów i zrobiły na nich wrażenie. Pewnej niedzieli »mój« rocznik 1976 mierzył się z silną drużyną, z którą, jeśli dobrze pamiętam, dzieliliśmy pierwsze miejsce w tabeli, mając na koncie tyle samo punktów. Byłem jednym z najlepszych na boisku, wyciągnąłem nawet piłkę z okienka, ale przede wszystkim dużo i dobrze grałem nogami. Przepis dotyczący podań do bramkarza wtedy był jeszcze niezmieniony, ale i tak w kilku sytuacjach pozwoliłem sobie na zagrania bez użycia rąk. Na trybunie siedziało dwóch skautów Parmy, Toskańczyków z prowincji Massa-Carrara. Zauważyli mnie i zasygnalizowali w raporcie. W rzeczywistości trafiłem też na krótką listę zawodników, którymi interesował się Milan. Wizja pójścia tam bardzo mnie ekscytowała. W końcu to był Milan Silvio Berlusconiego, grali tam Gullit i van Basten, a trener Arrigo Sacchi zrewolucjonizował świat futbolu swoją ideą ofensywnej piłki.
Ale Milan nie był jedynym klubem, który o mnie pytał. Zainteresowanie wyraziła również Bologna. Moi rodzice pojechali nawet do Lodi, żeby zobaczyć tamtejszą szkołę z internatem, w którym miałbym zamieszkać, jeśli wybiorę Milan. W domu zaczęliśmy rozmawiać o nowym rozdziale w moim życiu. Rodzice byli przyzwyczajeni do takich sytuacji, w końcu sami byli sportowcami, a poza tym w przeszłości w naszym domu pojawiali się już agenci i działacze sportowi z uwagi na moją siostrę Guendalinę, która była profesjonalną siatkarką. Została pierwszą klubową mistrzynią Europy w naszej rodzinie.
Wiosną 1991 roku otrzymałem telefon z Parmy z zaproszeniem na testy. W głowie miałem już jednak podjętą decyzję: chciałem przejść do Milanu. Z tego powodu nie chciałem nawet spróbować w Parmie. Po raz kolejny jednak intuicja nie zawiodła mojego ojca. Pamiętam, jak wziął mnie na bok, usiedliśmy naprzeciw siebie w salonie, po czym powiedział do mnie łagodnie, ale stanowczo:
- Zanim zdecydujesz się na Milan, pojedź na testy do Parmy. Spróbujmy też tam.
Pamiętam, jak tamtego wieczora wpatrywałem się w swoje białe rękawice ogrodnicze z czarnymi kropkami. Powiedziałem sobie wtedy, że z nimi nie pójdę nigdzie, ani do Milanu, ani Parmy, ani nigdzie indziej. Czułem się trochę tak jak one, niepasujący do kontekstu, nigdy jednak nie byłem kimś, kto łatwo się przygnębia - wprost przeciwnie, czasami miałem wręcz odwrotny problem. Wziąłem się więc w garść i zmotywowałem: daj spokój, Gigi, chcą cię niemal wszyscy, więc nie możesz być taki zły. Pojechałem do Parmy z myślą, że to tylko formalność, którą muszę odhaczyć przed wylotem do wspaniałego Milanu gwiazdorskich Holendrów.
Kiedy przyjeżdżasz na testy, masz dwie opcje - albo jesteś rzeczywiście utalentowany i wszyscy traktują cię bardzo uprzejmie, albo okazujesz się tylko jednym z wielu, a wtedy »my, profesjonaliści, oceniamy ciebie, nieopierzony młokosie«. Taka jest brutalna rzeczywistość, którą zresztą poznałem bardzo dobrze, ponieważ obserwowałem wiele tego typu testów i czasem można było wręcz odnieść wrażenie, że jesteśmy nie na boisku piłkarskim, a na farmie hodowlanej. Miałem to z tyłu głowy, kiedy przyjechałem do Parmy, ale tam natychmiast uderzyło mnie bardzo ludzkie podejście. Ani śladu farmy, ani klatek z kurczakami. Na całe szczęście.
Przywitał mnie trener bramkarzy, Ermes Fulgoni. Był mężczyzną o pogodnej twarzy, siwych włosach i oczach kogoś, kto widział już w życiu bardzo wiele. Nie za wysoki, ale w latach młodości musiał być bardzo temperamentnym golkiperem. Uśmiechnął się, przedstawił, początkowo ostrożnie i ze świadomą uprzejmością, po czym zaprowadził mnie na pierwszy trening. Na testach zazwyczaj każą ci wykonać kilka podstawowych rzeczy, po czym dołączasz do grupy, a oni obserwują, jak funkcjonujesz w zespole. I właśnie wtedy wydarzyła się magia. Po zaledwie kwadransie treningu zauważyłem, że spodobałem się Fulgoniemu. Nie wiedziałem, z jakiego konkretnie powodu, ale ewidentnie był zadowolony z tego, jak wykonywałem ćwiczenia. »Nigdy do tej pory nie widziałem kogoś takiego, jak ty« - powiedział po tym, jak któryś już raz rzuciłem się na ziemię. »Gdybyś tylko zdawał sobie sprawę, ile razy zanurkowałem w ten sposób w śniegu« - pomyślałem w duchu.
Tamtego popołudnia rzuciłem się na ziemię pewnie dobrych kilkaset razy. Treningi w tamtych czasach polegały głównie na bolesnych powtórzeniach. Na ziemi czekała na ciebie nie miękka, idealnie przycięta murawa, ale gnijące chwasty i wyschnięte błoto. Miałem dopiero 13 lat, a kiedy wracałem do domu, wszystko mnie bolało, miałem poobijane i posiniaczone biodra i boki, a do tego problemy ze stawami i skórą. Mimo to byłem szczęśliwy. Testował mnie pierwszoligowy klub, a trenerowi bramkarzy wyraźnie spodobało się to, co zademonstrowałem. Usłyszałem kliknięcie. Coś się działo. Wiele lat później dowiedziałem się, że po tamtym treningu poszedł do dyrektora sportowego młodzieżówki i powiedział:
- Ten chłopak nie może stąd wy jechać bez podpisanego kontraktu.
Po treningu rodzice zadali mi kilka pytań, chcieli się upewnić, że czułem się tam dobrze. Byłem wewnętrznie rozdarty. Wiedziałem, że działacze Parmy już im powiedzieli, jak dobrze mi poszło i że przygotowali dla mnie kontrakt. Po raz kolejny jednak rodzice okazali się dla mnie wsparciem. Pod koniec roku szkolnego pewnego popołudnia trenowałem z ojcem na obozie. Po treningu wsiedliśmy do samochodu, ale ojciec nie uruchomił silnika. Staliśmy bez ruchu, podczas gdy mijali nas inni chłopcy z torbami sportowymi zawieszonymi na ramionach. Droga stopniowo pustoszała, aż wreszcie zostaliśmy sami, on i ja.
- Gigi, powiedz mi coś. Czy byłbyś szczęśliwy, gdybyś mógł grać w Parmie, opuścić dom jeszcze w tym roku? Czułbyś się na siłach?
Myślę, że obawiał się, iż wolałbym spróbować z Milanem, ale pamiętam, że spojrzałem na niego i pewnym tonem od powiedziałem:
- No jasne!
I tak zaczęła się moja przygoda w Parmie. Nowe życie z daleka od domu, w szkole z internatem, w którym spędzałem większość czasu poza treningami".
Książka "Gianluigi Buffon. Sztuka upadania" jest dostępna na: https://bit.ly/parma-buffon

Sztuka upadania. I mistrzowskiego powstawania
Gianluigi Buffon. Sztuka upadania to poruszająca i autentyczna historia człowieka, który za życia stał się legendą. Znakomity bramkarz w autobiografii nie napawa się sukcesami i osiągnięciami, tylko opowiada o tym, co działo się w cieniu stadionowych reflektorów, mówi o samotności, depresji, popełnionych przez siebie błędach i wewnętrznej sile, która pozwalała mu za każdym razem się podnieść.
To książka o dojrzewaniu zarówno w wymiarze sportowym, jak i ludzkim. Poznajemy w niej kulisy kariery długowiecznego bramkarza i anegdoty z boisk: debiut w Serie A, przed którym w stadionowym tunelu po plecach poklepał go sam Paolo Maldini, pojedynki z Francesco Tottim w młodzieżówkach, T-shirt Supermana otrzymany od jednej z kibicek, pierwszy mecz w bluzie Squadra Azzurra rozegrany w ekstremalnych warunkach w Moskwie czy inspirujące spotkania z Gianlucą Viallim i Giovannim Trapattonim.
Buffon zdradza przed kibicami tajemnice szatni Parmy, Juve, PSG i reprezentacji Włoch. Ale Sztuka upadania to nie tylko opowieść o piłce nożnej, ale też refleksja nad własnym życiem bramkarza, który w nietolerującym słabości świecie calcio nie bał się pokazać swojej ludzkiej strony.
Losy „Gigiego” uczą, że każda porażka to lekcja, a nie kres drogi.
Tak prezentują się nazwiska piłkarzy, którzy wystąpili w pierwszym oficjalnym spotkaniu Parmy: Pellacini, Giacosa, Rossini, Gentili, Ghini, Pasquali, Bocconi, Rebecchi, Aiolfi I, Lumetti, Montanari.
Komentarze (0)