FCParma.com.pl - Jedyny polski serwis o Gialloblu

Wyszukiwarka:
Osób przebywających na stronie: 36 czwartek, 18 października 2018

Panel logowania

Ostatni mecz

Serie A
Genoa1
Parma 3
Stadio Luigi Ferraris; 07.10.2018; 12:30

Następny mecz

Serie A
Parma -
Lazio-
Stadio Ennio Tardini; 21.10.2018; 15:00

Video

Genoa 1:3 Parma: Skrót

Cytat tygodnia

"Przed procesem powiedziałem swojemu prawnikowi, że przede wszystkim liczy się Parma. Aby ją chronić byłem gotowy poddać się karze nawet za coś czego nie zrobiłem." - Emanuele Calaio

Shoutbox

Partnerzy

odwiedź portal zakłady bukmacherskie

Statystyki serwisu

Serwis istnieje od: 18.06.2006

Czyli ma już 4505 dni.
Napisaliśmy 10090 newsów

Mamy 270 zarejestrowanych użytkowników.
Obecnie zalogowanych jest 0 osób, oraz 36 gości.

Serwis monitoruje: Stat.4u.pl  

Online:

Podsumowanie sezonu 2017/2018

autor: odys; 23.05.2018 ; 20:31;

Emocje po niesamowitym finiszu sezonu i historycznym awansie, do Serie A, zdążyły już opaść, tak więc najwyższy czas na spokojnie przeanalizować ostatnie 10 miesięcy w wykonaniu Parmy. Zapraszamy na krótkie subiektywne podsumowanie kampanii 2017/2018.

Na początku naszych rozważań należałoby zaznaczyć, iż Parma, chcąc nie chąc, przed sezonem postawiła się w trudnej sytuacji i mocno podniosła sobie poprzeczkę. Mowa tu oczywiście o mercato, podczas którego Gialloblu, chcąc na poważnie rywalizować o awans, czy też jak upierali się włodarze o miejsce w strefie play-off, musiała dokonać bardzo radykalnych zmian w składzie. Wymiana prawie połowy kadry, która zaszła na Tardini, zawsze wiąże się z ryzykiem i nawet pomimo faktu, iż klub zasilili piłkarze z ugruntowaną pozycją na poziomie Serie B, braki w zgraniu i dopasowaniu były przez kilka miesięcy widoczne jak na dłoni.

Nie przedłużając przejdźmy już do omówienia sezonu, w którym możemy wskazać kilka faz i wydarzeń, które niejako definiowały zespół Roberto D'Aversy:

 

Pucharowe nieporozumienie

Na otwarcie rozgrywek 17/18, Parma rozegrała mecz, w ramach drugiej rundy Coppa Italia przeciwko Bari. Praktycznie wszystko co było związane z tym spotkaniem zakrawało na absurd. Początkowo zakładano, iż Parma, które poprzedni sezon zakończyła dopiero w czerwcu na skutek play-off Lega Pro, zmierzy się, z którymś z klubów z trzeciej ligi na własnym boisku. Tymczasem władze nagle wpadły na inny pomysł i na drodze Gialloblu pojawiło się Bari, które nie dość że miało nad ekipą D'Aversy ponad 2 tygodnie przewagi z przygotowaniami to jeszcze wszystko miało odbyć się na Stadio San Nicola. Piłkarze Parmy, którzy byli ledwo dwa dni po letnim zgrupowaniu, musieli więc udać się w podróż przez połowę Włoch, by rozegrać pierwszy mecz sezonu. Wynik nie trudno było zgadnąć, bowiem pomimo iż to Gialloblu jako pierwsi objęli prowadzenie, to z minuty na minutę gaśli oni w oczach i ostatecznie ulegli gospodarzom 2:1. Po tym spotkaniu, żaden zdrowo myślący kibic nie mógł mieć jednak do zespołu żadnych pretensji.

 

Dobry start ligi

Parma szybko zapomniała o klęsce w Coppa Italia i będąc w pełni skupiona na lidze, przystąpiła do Serie B. Początek rozgrywek był naprawdę obiecujący. Na inauguracje na Stadio Tardini, Gialloblu skromnie po trafieniu z rzutu karnego Calaio, pokonali Cremonese 1:0. Mecz ten mógł zakończyć się znacznie bardziej okazałym zwycięstwem, jednak mocno dawał o sobie znać brak skuteczności, jednak ostatecznie nikt specjalnie nie narzekał. Identycznym rezultatem zakończył się też drugi mecz, w którym Parma pokonała na wyjeździe Noaverę. W tym jednak przypadku można już było mieć sporo zastrzeżeń do gry, bowiem oprócz gola po stałym fragmencie gry, ekipa D'Aversy nie stworzyła sobie zbyt wielu dogodnych sytuacji, zaś w ostatnich fragmentach konfrontacji kurczowo broniła prowadzenia. Krótko mówiąc stylu nie było, jednak fakty mówiły same za siebie, po dwóch kolejkach Parma miała na koncie komplet punktów.

 

Trzy potężne ciosy

Sielanka nie trwała długo, a liga szybko zwróciła się do Parmy o zapłacenie frycowego. W trzeciej kolejce Parma doznała swojej pierwszej porażki, ulegając na Tardini, Brescii 0:1. Mecz ten miał jednak mało wspólnego z futbolem, bowiem karty rozdawała w nim pogoda. W drugiej połowie murawa była tak nasiąknięta wodą, że w ogóle nie nadawała się do gry, sędzia jednak meczu nie przerwał, zaś goście za sprawą jednego stałego fragmentu gry wywieźli z Parmy trzy punkty. Ci kibice, którzy liczyli na to, że w kolejnej kolejce Gialloblu wezmą za ten mecz zemstę, boleśnie się przeliczyli. W wyjazdowym meczu z Perugią, ekipa D'Aversy została wręcz zmieciona z powierzchni ziemi. Wynik 3:0 był naprawdę najniższym wymiarem kary, zaś Perugia boleśnie obnażyła wszelkie mankamenty Crociatich począwszy od nieuporządkowanej defensywy, na schematycznych i przewidywalnych atakach kończąc. Parma nie miała wiele czasu na rozpamiętywanie klęski, bowiem na przestrzeni kilku dni czekało ją kolejne ciężkie starcie, tym razem na Tardini przyjechał faworyt rozgrywek z Empoli. W tym przypadku kompromitacji nie było, jednak na skutek po części pecha, a po części własnej nieudolności Gialloblu odnotowali kolejną porażkę. Godny wzmianki jest tu gola Alessandro Lucarelliego, który tym spotkaniem udowodnił, iż nawet w wieku 40-lat znaczy dla zespołu bardzo wiele.

 

Mozolne wychodzenie na prostą

Po trzech porażkach z rzędu, Parmie udało się wyjść na prostą, jednak każdy punkt przychodził zespołowi D'Aversy z ogromnym trudem. W 6 kolejce Gialloblu udali się na boisko rywala dobrze znanego z poprzedniego sezonu - Venezi. Mecz ten był naprawdę irracjonalnym widowiskiem. Obiektywnie rzecz biorąc Parma praktycznie nie istniała na boisku, Venezia miała gigantyczną przewagę w posiadaniu piłki i stwarzanych akcjach, jednak ostatecznie to Gialloblu w sposób bardzo cyniczny sięgnęli po trzy punkty. Wszystko za sprawą rzutu rożnego wykorzystanego przez Di Cesare, który ustalił wynik na 1:0, zaś w przypadku Parmy był to jedyny celny strzał na bramkę w całym spotkaniu. Nie mniej dziwne było także następne spotkanie domowe z Salernitaną, które możemy potraktować niejako przekrój dotychczasowych poczynań podopiecznych D'Aversy. W pierwszej połowie Parma grała koncertowo i szybko uzyskała dwubramkowe prowadzenie, z którym została do przerwy. Kilka minut po zmianie stron Gialloblu zmarnowali dwie 100% okazje do zamknięcia meczu, po czym nagle wszystko się odwróciło. Salernitana zdobyła dwie bramki, zaś Parma straciła dwóch piłkarzy z powodu czerwonych kartek, w związku z czym zamiast spokojnie dowieźć 3 punkty do końca, Gialloblu do ostatniej minuty drżeli o remis. Ostatecznie wszystko skończyło się na 2:2. W dalszej kolejności Parma udała się na Scycylię, na kolejny mecz z spadkowiczem - Palermo. Mimo, iż spotkanie nie układało się po myśli Lucarelliego i kolegów, którzy szybko stracili gola, to z biegiem czasu Parma doszła do siebie i przejęła kontrolę nad boiskowymi wydarzeniami. W drugiej części gry wyrównał Gagliolo, zaś w ostatnich minutach meczu doszło do nie lada kontrowersji. Po przewrotce Lucarelliego piłka trafiła w poprzeczkę i spadła pod nogi Gagliolo, który po raz drugi skierował ją do siatki, jednak sędzia przerwał radość Gialloblu i tylko z sobie znanych powodów anulował gola, zostawiając Parmę z punktem.

 

Ostatnia klęska u siebie

W 9 kolejce Parma doznała trzeciej porażki na własnym stadionie, tym razem ulegając Pescarze 0:1. Można powiedzieć, że był to typowy mecz dla podopiecznych Roberto D'Aversy w tym okresie. Gialloblu mieli przewagę, mieli sytuację, jednak nie potrafili ich wykorzystać, za co w końcówce zostali skarceni przez rywali i musieli godzić się z kolejną domową klęską. Kibice mogli zaś odnieść wrażenie, że wracają demony poprzedniego sezonu, gdzie Parma seryjnie traciła punkty na Tardini. Na szczęście, uprzedzając fakty, była to ostatnia klęska jaką Gialloblu ponieśli na własnym terenie i od teraz Tardini stało się ich prawdziwą twierdzą, co również miało swój wpływ na końcowy sukces.

 

Parma wreszcie magiczna

Od momentu porażki z Pescarą, D'Aversa zdecydował się na diametralne przemeblowanie składu, pod kątem personalny, na lewą obronę przesunięty został Gagliolo, do środka defensywy na stałe wrócił kapitan Lucarelli, na prawą stronę powędrował Mazzocchi, z kolei w środku boiska pełną kontrolę objął Scozzarella, zaś z przodu szansę otrzymał Insigne. Okazało się to być strzałem w 10, bowiem Gialloblu zaliczyli prawdziwy renesans formy, zaś trzy kolejne spotkania z rzędu - z Virtus Entella, Foggią oraz Avellino padły ich łupem. W każdym z tych spotkań, gra Gialloblu w końcu wyglądała tak jak mogliby tego oczekiwać fani - efektownie oraz efektywnie. W tym okresie objawiła się też gwiazda Roberto Insigne, który na kilka kolejek wyrósł na prawdziwego lidera ataku, szkoda że młody skrzydłowy nie był w stanie powtórzyć tego już w późniejszej fazie sezonu. Dodatkowo warto wspomnieć, iż w starciu przeciwko Entella ekipa D'Aversy po raz pierwszy w sezonie cieszyła się z bramki zdobytej z gry, którą ustrzelił Calaio. Ten prosty fakt, doskonale obrazuje to z jakimi problemami na starcie sezonu mierzyła się Parma.

 

Wpadka z Frosinone

Gdy już wydawało się, że Parma wreszcie weszła na właściwie tory i już nic jej nie zatrzyma, zespołowi przytrafiła się kolejna wpadka i to w ważnym meczu z kolejnym potentatem - Frosinone. Mimo, iż na tle sportowym Parma nie odstawała od rywala to cały mecz został zdefiniowany w pierwszych minutach, za sprawą katastrofalnego błędu Frattliego, który w zasadzie sam wrzucił sobie piłkę do siatki. Tak ogromna pomyłka golkipera, który dotychczas słynął z solidności wywarła wielki wpływ na resztę zespołu, który wyraźnie stracił wiarę w możliwość zwycięstwa i uległ gospodarzom 2:1.

 

Powrót do formy i bolesna strata

Parma odpowiedziała na klęskę w Frosinone w najlepszy możliwy sposób, dokładając do swojej pulbi dwa kolejne tryumfy po dobrych meczach, nad Cittadella 1:2 oraz nad Ascoli 4:0. W obu tych konfrontacjach Parma prezentowała się naprawdę bardzo dobrze, akcje były przemyślane, gra poukładana zaś skuteczność taka jak powinna być. Ważniejsze rzeczy niż na boisku zdarzyły się jednak poza nim. Tuż przed meczem z Ascoli poważnej kontuzji doznał Emanuele Calaio, na którym spoczywał ciężar zdobywania bramek. Kontuzja ta w połączeniu z urazem Fabio Ceravolo oznaczała, iż przez ponad 2 miesiące musiała sobie radzić bez środkowego napastnika. Ten prosty fakt miał olbrzymie przełożenie na postawę Gialloblu na boisku, którzy w końcówce pierwszej rundy wyraźnie spuścili z tonu.

 

Parma na pierwszym miejscu w tabeli

To, że bez typowego środkowego napastnika będzie Parmie ciężko pokazał mecz 16 kolejki z Carpi, który Parma przegrała 2:1, jednak przy odrobinie szczęścia i umiejętności spokojnie można było tą potyczkę wygrać. Mimo, iż Yves Baraye, który z konieczności zagrał na szpicy, starał się jak mógł to brak Calaio czy Ceravolo był niezwykle odczuwalny. Po klęsce z Carpi, Parma odbiła się pokonując na Tardini, Pro Vercelli 3:0, ogólnie rzecz biorąc był to mecz bez historii i rutynowe zwycięstwo ekipy D'Aversy, po którym to Parma po raz pierwszy w sezonie zameldowała się na szczycie tabeli.

 

Koniec rundy znaczony remisami

Na fotelu lidera Parma spędziła zaledwie kolejkę. Wszystko na skutek przeciętnego końca rundy jesiennej, w której w czterech ostatnich spotkaniach, Gialloblu odnotowali cztery remisy, z czego aż 3 były bezbramkowe. Ternana, Cesena, Bari praktycznie wszystkie te mecze miały podobny scenariusz - Parma przeważała kreowała okazję, jednak ostatecznie nie miał kto ich wykorzystywać i chcąc nie chcąc trzeba było zaakceptować podział punktów. Nieco inaczej było w ostatnim meczu z Spezią, w którym Parma przez blisko 60 minut zmuszona była grać w 10 po czerwonej kartce dla Lucarelliego. Spotkanie to śmiało można określić jako popis kunsztu defensywnego ekipy D'Aversy, która w zasadzie bez żadnego większego zagrożenia była w stanie dociągnąć remis do końca. Wprawdzie solą futbolu są zwycięstwa, jednak nie da się nie pochwalić Parmy, za to jak u schyłku 2017 roku wyglądała pod kątem dyscypliny taktycznej i poczynań defensywnych.

 

Mieszany początek roku

Pomimo, iż na skutek blisko miesięcznej przerwy w rozgrywkach udało się odzyskać kilku kontuzjowanych piłkarzy, zaś podczas mercato Parmę zasiliło grono solidnych graczy, to początek 2018 roku był dla Gialloblu bardzo przeciętny. Rozpoczęło się od słabego spotkania z Cremonese, przegrane w końcówce 1:0. Następnie rutynowe zwycięstwo na Pescarą 3:0, kolejna wpadka z Brescią i przegrana w Lombardii 2:1 oraz remis z Perugią 1:1 uratowany w końcowych minutach. Z tego ostatniego spotkania kibice Parmy, długo pamiętać będą gola byłego wychowanka - Alberto Cerriego, który dał Perugii prowadzenia, zachowując się jednak jak gentleman i nie celebrując własnego gola.

 

Turob wpi***ol od Empoli

I w końcu nastał 17 lutego moment absolutnie przełomowy, jeśli chodzi o sezon Gialloblu, jednak wówczas raczej mało kto tak na to patrzył. Tego dnia Parma udała się na mecz wyjazdowy do Empoli i to co się tam stało było jak zderzenie się tira, nawet nie z osobówką a rowerzystą. Empoli zmasakrowało zespół D'Aversy na każdym polu - technicznym, taktycznym, fizycznym i mentalnym. Końcowy wynik 4:0 był naprawdę najniższym wymiarem kary. Parma z kolei, której piłkarzy przed spotkaniem dumnie zapowiadali walkę o 3 punkty, nie zrobiła kompletnie nic, a stworzone przez nią groźne sytuacje można "podliczyć" na jednym placu. Po tym meczu na Parmę posypały się gromy, kibice ze zdwojoną siłą domagali się zwolnienia trenera, zaś sam zespół po raz pierwszy w sezonie, wypadł po za strefę play-off i do drugiego miejsca, premiowanego awansem, tracił aż 11 punktów. Kierownictwo, mimo trudnej sytuacji wytrzymało presję i obdarzyło trenera kredytem zaufania. Patrząc z perspektywy czasu należy otwarcie przyznać, iż było to dobre posunięcie, gdyż Roberto D'Aversa przekół klęskę z Empoli w sukces, a jego piłkarze w końcu stali się zespołem z prawdziwego zdarzenia. Parma rozpoczęła wszystko niejako od nowa i pozbawiona presji rozpoczęła niesamowitą pogoń za marzeniami.

 

Powstanie z kolan

Opamiętanie i podniesienie się z kolan po meczu z Empoli, następowało stopniowo. Na pierwszy ogień poszedł domowy mecz z Venezią, w którym Gialloblu powtarzali wiele błędów z poprzednich kolejek. Mimo, iż Venezia nie sprawiała wrażenia zespołu, którą interesuje cokolwiek innego jak remis, Parma w żaden sposób nie była w stanie tego wykorzystać. Kibice ponownie oglądali popis nieskuteczności, który został wykorzystany przez gości, który wyszli na prowadzenie. Na szczęście Parma zagrała do końca i podobnie jak to miało miejsce w starciu z Perugią, w końcowych fragmentach zdołała wyszarpać punkt. Remis z Venezią na tyle podbudował morale drużyny, że ta w następnej kolejce zwyciężyła na bardzo trudnym terenie z Salernitaną. Oczywiście wygrana była minimalistyczna - 0:1 i rodziła się w bólach, jednak w grze Parmy dostrzec można było jakiś przełom, iskierkę nadziei, która roznieci ogień.

 

Pescara i najlepszy mecz w sezonie

Po spotkaniu z Salernitaną, Parma na skutek odwołania następnego meczu z Palermo, miała więcej czasu na przygotowanie się do wyjazdowego starcia z Pescarą. Być może to, a być może wciąż rosnące poczucie własnej wartości i chęć odkupienia win, sprawiły iż na Stadio Adriatico obejrzeliśmy najlepszą wersję Gialloblu w sezonie. Ekipa D'Aversy przejechała się po Pescarze jak walec, rozgrywając kapitalne spotkanie, w którym pierwsze skrzypce grał, dość niespodziewanie wystawiony, Baraye. Wynik 4:1 poszedł w świat, zaś w sercach kibiców ponownie zagościła nadzieja na lepsze dni.

 

Porażka z Entellą

To jak zespół diametralnie może zmienić się w tydzień pokazała następna kolejka i konfrontacja z Virtus Entella. Parma w niczym nie przypominała zespołu z Pescary. Piłkarze byli ospali, ociężali i bez życia, co skrzętnie wykorzystali rywale wygrywając 2:0. Pewnego usprawiedliwienia może się tu doszukiwać w sztucznym boisku, na którym toczony był mecz, jednak tak czy owak, Gialloblu nie powinni w ten sposób gubić punktów.

 

Rimonta z Foggią

Domowe spotkanie z Foggią, do którego doszło 25 marca, to kolejny kamień milowy na drodze do sukcesu Parmy. Mecz ten ułożył się bardzo dobrze dla Gialloblu, którzy przez ponad 60 minut grali z osłabionym rywalem. Grająca w 10 Foggia niespodziewanie sprawiła Parmie olbrzymie problemy. Przed gwizdkiem na przerwę goście wyszli na prowadzenie i śmiało mogli podwyższyć wynik. Gialloblu przez długi czas nie mieli pomysłu na grę, wróciły demony z pierwszej części sezonu i znosiło się na bolesną klęskę na Tardini. W ostatnich 20 minutach coś jednak zaskoczyło, wpierw nadzieję w serca kibiców wlał Calaio, następnie krytykowany przez cały sezon Siligardi dał prowadzenie, zaś gości ostatecznie dobił Ceravolo. Dla Parmy była to pierwsza (i jedyna) rimonta w całym sezonie, która miała wymiar bardzo symboliczny.

 

Wielkie mecze, wielka stawka

Po tryumfie nad Foggią, nastąpiło preludium do decydującej części sezonu, w którym Parma po niezłym i solidnym spotkaniu zwyciężyła Avellino 1:2. Dzięki wygranej Gialloblu bardzo zbliżyli się do czołowej trójki. Kibice nie mieli jednak czasu na świętowania wygranej bowiem na horyzoncie majaczyły mecze z Palermo oraz Frosinone, czyli wówczas trzecim i drugim zespołem tabeli. Obie te konfrontacje rozgrywane były na Tardini i obie zakończyły się wielkimi tryumfami Gialloblu. Palermo zostało ograne 3:2 po niesamowitym meczu Calaio, który ustrzelił hattricka. Spotkanie to pełne było również kontrowersji i wzajemnych oświadczeń jednak nie zdołały one umniejszyć tryumfu ekipy D'Aversy. Jeszcze większe wrażenie Parma zrobiła przeciwko Frosinone, któremu wytrąciła wszelkie argumenty z rąk i za sprawą dubletu Di Gaudio wygrała 2:0. Dzięki tym, bądź co bądź niespodziewanym rezultatom Gialloblu wrócili oni do gry o bezpośredni awans. Szanse były o tyle spore, iż na ten moment, podopieczni D'Abersy grali po prostu najlepszy futbol w Serie B. Tego obrazu w żaden sposób nie zakłócił, zremisowany 0:0 mecz z rewelacją rozgrywek - Cittadellą, który zakończył tryptyk, który przyszło Parmie grać na Tardini.

 

Drugie miejsce zdobyte

Cel, który jeszcze w lutym wydawał się mrzonką i pobożnym życzeniem, ponownie majaczył na horyzoncie Parmy, a ta jak z kopyta ruszyła aby go zdobyć. Wpierw przyszedł ciężki wyjazdowy bój z Ascoli wygrany, a jakże, skromnie 0:1, a następnie heroiczny domowy bój z Carpi. W tych małych derbach Parma tryumfowała ostatecznie 2:1 i dzięki potknięciom rywali wskoczyła na drugą lokatę w tabeli. Niestety mecz ten został okupiony naprawdę wielkim kosztem, zaś sytuacja kadrowa Gialloblu, przed ostatnimi spotkaniami sezonu była wręcz dramatyczna, bowiem na liście niezdolnych do gry znajdowało się 10 piłkarzy.

 

Wpadka z Pro Vercelli, wygrana z Ternana

Problemy kadrowe szybko dały o sobie znać, gdyż w kolejnej kolejce Parma uległa, z pozoru słabemu, Pro Vercelli. Był to kolejny mecz z cyklu tych, w których prócz z rywalem, Gialloblu musieli także walczyć ze sztucznym boiskiem, dodajmy bardzo słabej jakości. Mimo wszystko był tu potencjał na wywiezienie z Vercelli kompletu punktów, bowiem na skutek zmian i wprowadzeniu na boisko dwójki Ceravolo-Ciciretti, bardzo niekorzystny dla Parmy obraz gry szybko uległ zmianie. Niestety skuteczność ponownie zawodziła podopiecznych D'Aversy, którzy jednak mimo porażki mogli cieszyć się z tego, że na skutek wpadek innych rywali, zachowali drugie miejsce. Klęska w Vercelli została szybko pomszczona, solidnym meczem na Tardini i w pełni zasłużonym tryumfem 2:0 nad Ternaną.

 

Katastrofa w Cesenie

Do końca sezonu pozostawały trzy mecz, Parma miała wszystko w swoich rękach i by znaleźć się w Serie A musiała po prostu wygrywać. W 40 kolejce Gialloblu udali się na mecz do Ceseny, którym doprowadzili swoich kibiców do rozpaczy, pomimo prowadzenia 1:0, gry w przewadze jednego zawodnika, ekipa D'Aversy w samej końcówce dała sobie strzelić dwie bramki i przegrała 2:1, tracą także drugie miejsce w tabeli. Podsumowanie tego, co zrobili piłkarze D'Aversy, bez użycia znacznej ilości wulgaryzmów mija się celem. Wielu uważało, iż tym swoistym harakiri, Parma przekreśliła swoje szanse na bezpośredni awans i skazała się na przebijanie przez play-off.

 

Podtrzymanie nadziei

W tym momencie sprawa bezpośredniego awansu stała się bardzo problematyczna, żeby nie powiedzieć właściwie nierealna. Parma grała jednak do końca. W przedostatnim meczu z Bari, Parma mimo licznych trudności i boiskowemu cierpieniu, była zdolna zadać rywalom jeden cios i dotrzymać prowadzenie do samego końca. Kolejny wyrachowany tryumf 1:0 podtrzymał nadzieję na bezpośredni awans...

 

Impossible is nothing

Przed decydującą kolejką sprawa wyglądała następująco. Parma, zajmująca trzecią pozycję, by bezpośrednio awansować do Serie A, musiał wygrać wyjazdowy mecz ze Spezią i liczyć na stratę punktów przez Frosinone, które u siebie mierzyło się z niegrającą o nic Foggią. Parma mimo trudności, dzięki niesamowitej woli walki i determinacji zwyciężyła swój mecz 2:0 i czekała na to co zrobią rywale. W Frosinone, wszystko szło planowo a do 89 minuty gospodarze wygrywali 2:1, wtedy jednak zdarzył się prawdziwy piłkarski cud. Rezerwowy piłkarz Foggi- Roberto Floriano wpisał się na listę strzelców doprowadzając do remisów, który utrzymał się już do końca. Tym samym to Parma zajęła drugie miejsce w tabeli i rozpoczęła świętowania awansu do Serie A. Gialloblu przeszli do historii włoskiej piłki, jako pierwszy klub, który w 3 lata awansował z Serie D do najwyższej, włoskiej klasy rozgrywkowej.


I tak pokrótce wyglądał sezon 2017/2018, podczas którego piłkarze zaserwowali nam prawdziwą jazdę bez trzymanki. Rozgrywki były pełne najróżniejszych emocji od entuzjazmu i radości, przez smutek, załamanie i bezsilność, na prawdziwej euforii kończąc. Mimo, iż ekipa D'Aversy miała okresy, w których prezentowała dobrą piłkę, to przez większość sezonu, jej gra z czysto sportowego punktu widzenia wyglądała przeciętnie. Tym co jednak odróżniało Gialloblu od reszty drużyn był zgrany kolektyw i niesamowity duch zespołu, który w trudnych chwilach pozwalał iść naprzód i wygrywać kolejne spotkania. Nie da się też nie docenić pracy trenera, który ugasił kilka wielkich pożarów, a do tego pokazał kawał umiejętności. To w jaki sposób Parma prezentowała się pod kątem czysto taktyczny, przez większość sezony, zasługuje na słowa uznania, zresztą tytuł najlepszej defensywy ligi mówi tu chyba sam za siebie. Sezon Parmy był też definiowany przez liczne urazy i zdarzenia losowe, można tylko przypuszczać, jak potoczyłyby się losy mistrzostw gdyby nie poważna kontuzja Ceravolo, albo nagłe wypadnięcie z gry Calaio w końcówce 2017 roku. To w jaki sposób Parma radziła sobie z przeciwnościami losu, również zasługuje na brawa.

Koniec końców, mimo iż nie wszystko mogło się nam podobać, Parma po prostu na ten awans zasłużyła. Chcąc jednak realnie myśleć o utrzymaniu we włoskiej elicie, zespół muszą spotkać spore zmiany, jednak to już temat na zupełnie inną dyskusję. Teraz póki jest jeszcze na to czas powinniśmy się po napawać historycznym osiągnięciem Gialloblu.

 

Zobacz także

Brak komentarzy







Tylko zalogowani użytkownicy mogą pisać komentarze
Wszelkie prawa zastrzeżone przez: FCParma.com.pl.